czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 4

Następnego dnia, tuż z samego rana do Alice przyszedł Michał z Angelą, by wyciągnąć ją na przejażdżkę rowerem po lasach.
- To co idziesz z nami? - zapytała Angela.
- Bardzo bym chciała, jednak nie mogę - odpowiedziała zasmucona Alice.
- Dlaczego?
- Ponieważ muszę dzisiaj coś załatwić i poprzedzając twoje pytanie, tak to jest bardzo ważne.
- No okej - powiedział Michał - jak będziesz miała czas to daj znać.
- Spoko haha no to pa, a może do zobaczenia -zaśmiała się Alice.
- Narazie! - zawołali chórkiem.
Po zamknięciu drzwi za przyjaciółmi, dziewczyna poszła do mamy.
- Mamo zaraz wychodzę na rower z Heniem i Angelą. Jedziemy zrobić małą wycieczkę po lasach - zełgała jak z nut Alice.
- A kiedy wrócisz? - wtrącił się ojciec.
- Kiedy? Hmmm nie jestem ppewna, bo zamierzamy trochę kalori spalić.
- No dobrze, wierzymy ci.
- Tylko nie wróć zbyt późno - zakończyła dyskusję mama.
Pół godziny później Alice była gotowa do wyjścia. Wyciągnęła z garażu rower i wyruszyła. Od początku jej trasy ktoś za nią jechał. Dwie szybkie postacie, sunęły się za nią niczym dwa cienie. Jednak nastolatka nie zdawała sobie z tego sprawy. Po niecałej godzinie jazdy, dotarła na miejsce. Tym razem zamek stał dla niej otworem i żasna nauczycielka tego nie zepsuje. Przeszła przez główne wrota, stary hol i skręciła w prawo, w stronę złotej sali. Gdy się już tam znalazła, chwilę się zastanowiła, aż wkońcu podeszła do kawałka, według niej, najlepiej wyglądającej ściany. Dobre pare minut się jej z wielką uwagą przyglądała, aż wreszcie znalazło się coś co przykłuło jej uwagę. Był to mianowicie ośmiokątny krzyż w trójkącie - znak rozpoznawalny budowniczych templariuszy. Naraz w jej głowie zabrzmiały słowa ich pieśni "Non nobis domine, non nobis, seel Nomini Tuo da gloriam". Przecież to logiczne z kąd znak templariuszy się tutaj znalazł. Ossoliński napisał, że w budowie pomaga mu ów Zakon gorączkowo myślała Alice. Nagle tuż za swoimi plecami usłyszała zduszony okrzyk, syk i jęk bólu. Przestraszona dziewczyna szybko się odwróciła, przysuwając się do ściany tak, że dotykała jej plecami. Przez chwilę przyglądała się dwóm postacią skulonym na ziemi.
- Michał?! Angela?! - zawołała zduszonym głosem.
- Auu złaź ze mnie ty chodząca flądro - jękneła Angela.
- Jak mam z ciebie zejść wredoto jedna, kiedy przyciskasz moją nogę do ziemi?! - warknął Michał.
Wyglądało to na tyle komicznie że w pewnym momencie Alice wybuchnęła gromkim śmiechem.
- I z czego się śmiejesz? - pisnęła Angela, której udało się wstać, i właśnie otrzepywała się z brudu.
- Co ty kombinujesz? - oskarżycielskim głosem zapytał Henio.
Alice w bezradności rozłożyła ręce, wiedziała że nie może ich okłamać.
- Macie mnie - powiedziała i opowiedziała im o kufrze znajdującym się na strychu u babci, o tym co w nim znalazła i o krzyżu templariuszy, który właśnie odkryła. Angeli aż zaświeciły się oczy z podekscytowania.
- Pomożemy ci - powiedziała poważnie
- Tak, to prawda pomożemy - zgodził się Michał.
- Jesteście najlepszymi przyjaciółmi pod słońcem! - zawołała Alice i przytuliła się do nich.
- Dobra, dobra koniec tych czułości, teraz lepiej nam powiedz jak otworzyć przejście - zaproponował Henio.
- Właśnie w tym problem, że nie mam zielonego pojęcia jak - odpowiedziała zasmucona Alice.
Wszyscy zgodnie podeszli do ściany i zaczęli się zastanawiać co można zrobić.
- Mam! - klasnęła w dłonie uradowana Angela
- Serio?
- Tak! Spójrzcie tutaj! - wskazała na niewielki otwór.
- Dziura jak dziura - powiedział z powątpieniem Michał.
- Ohh nawet mnie nie denerwuj! Nie zauważyliście jeszcze? Ten otwór różni się od pozostałych dziur.
I rzeczywiście gdy się przyjrzeli to zauważyli, iż jest bardziej podłużny, a jego ścianki są gładkie, jakby dopiero ktoś je wypolerował.
- Trzeba tam wsadzić rękę? - wzdrygnęła się Alice, gdy tylko pomyślała o pająkach.
- Zdecydowanie tak - odparła Angela.
- No cóż, raz kozie śmierć - uśmiechnęła się blado.
Zamknęła oczy i starała się nie myśleć co może znajdować się w środku. Przysunęła się bardzo powoli i wsunęła rękę w otwór. Pod palcami wyczuła małą wypukłość, przycisnęła ją mocniej i wyjęła rękę.
- I co? - zapytał Michał.
- Nic się nie stało - odparła zawiedziona Alice.
Już mieli rozpocząć ponowne poszukiwania, gdy nagle rozległ się dudniący głoś, który stawał się coraz głośniejszy. Zaskoczeni czym prędzej odskoczyli od ściany i z otwartymi ustami wpatrywali się w to co się działo. A mianowicie działo się i to sporo. Najpierw wysunął się prostokątny kamień mający mniej więcej z 2 metry, a potem zaczął się obracać i przesuwać, aż wkońcu powstało wejście do długiego, mrocznego korytarza.
- Wy też to widzicie? - stęknęła zszokowana Angela.
Nikt jej jednak nie odpowiedział, to była zbyt rzeczywista odpowiedź, by mówić ją na głos. Pierwsza z szoku otrząsneła się Alice.
- Słuchajcie, już jest późno i nie sądzę by to był dobry pomysł, aby wchodzić tam do środka. Ja mam propozycję wrócimy tu w następną sobotę. Jutro idziemy do szkoły trzeba się przygotować, zresztą wątpię by rodzice byli zadowoleni, że tak długo nas nie ma.
- Okej, ja się z tobą zgadzam. - powiedział Michał.
- Ja też - odparła Angela - wogóle co ba jutro mieliśmy zadane?
- Napisać jakąś ciekawostke na temat zamku.
- O bożeee, za jakie grzechy? - warknęła Angela.
Wspólnymi siłami zatrzasnęli wejście do tunelu, wsiedli na rowery i pojechali do domów.

~~~~

Wieczorem Alice zasiadła do zadania domowego. Chwilę się zastanowiła i zaczęła pisać
" Zgodnie z zamysłem właściciela w budowli zastosowano symbolikę liczb nawiązującą do kalendarza: cztery narożne baszty odpowiadały liczbie pór roku, liczba sal wielkich była równa liczbie miesięcy, komnat było tyle ile tygodni, a liczba okien była równa liczbie dni w roku ".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz