Zima, niby taka wspaniała pora roku, lecz nie zawsze. W tym roku zero śniegu, za to mnóstwo deszczu.
- Ufff czuję, jakby była jesień. - mruknął Michał, gdy razem z Alice i Angelą, w piątek wracał do domu ze szkoły.
Nikt się jednak nie odezwał. Wszyscy mieli ponure myśli. Jeszcze sześć dni temu znaleźli ukryte przejście w zamku Krzyżtopór, byli tak podekscytowani tym niecodziennym zdarzeniem, że nie zwracali uwagi na kiepską pogodę. Jednak przypomnieli sobie o niej widząc pierwsze krople za szybą i tworzące się wszędzie błoto. Nie było szans by powrócić do zamku. Mianowicie nie dostalibysię do środka przez rozległe bajoro, które tworzy się tam po deszczu.
~~~
Alice obudziły delikatne promyczki słońca, ocierające się o jej twarz. Przeciągła się na łóżki i nagle usiadła. Od dwóch dni już nie pada! Mogą wreszcie wyruszyć do zamku. W mgnieniu oka, szybko się ubrała, umyła zęby i zadzwoniła do Angeli.
- Mmm.. halo? - usłyszła zaspany głos w słuchawce.
- Jeszcze śpisz?!
- Już nie. - mruknęła - laska o co ci chodzi, jest dopiero dziesiąta!
- Nie marudź - odparła Alice - o dwunastej spotkamy się koło Wiśniowego jeziora, okej?
- Mhmmm
- Zadzwoń do Michała. Narka.
- Mhmmm. Pa - odpowiedziała sennym głosem Angela.
Alice miała dziwne przeczucie, że jej przyjaciółka znowu położyła się spać.
Pomału poszła do kuchni i zastała tam mame.
- Wybierasz się gdzieć? - spytała podejżliwie dziewczynę.
- Wychodzę z przyjaciółmi do zamku.
Mama uniosła brwi.
- No naprawdę. Musimy odrobić zadanie z historii.
Rodzicielka tylko pokiwała głową i wyszła z kuchni. Alice odetchnęła głęboko. Nie lubiła kłamać. Punkt jedenasta trzydzieści wyszła z domu kierując się nad jezioro. Zabrała ze sobą kilka niezbędnych rzeczy takich jak latarka, zapałki wodę no i oczywiście nie mogło zabraknąć czekolady i dużej paczki żelek. Gdy już dotarła na miejsce, okazało się, że jej przyjaciele już na nią czekali.
- Cześć - przywitała się.
- Siemka.
Po wymienienu kilku zdań, na temat pogody, ruszyli w drogę. Gdy byli już parę metrów od zamku, zauważyli czarny samochód zaparkowany niedaleko wejścia.
- Turyści - mruknął zawiedziony Michał.
- Może zaniedługo pojadą. Lecz zanim to zrobią też musimy udawać, że przyszliśmy zwiedzać. - szpnęła Alice.
Gdy znaleźli się na dziedzińcu, zobaczyli do kogo należał ów samochód. Byli to trzej, dobrze zbudowani, o opryszczkowej twarzy faceci. Nie wyglądają na turystów, lecz na kogoś, kto chętnie zrównałby zamek z ziemią pomyślała Alice. Obeszli ich szerokim łukiem, starając się iść, najszybciej jak potrafią. Jeden z mężczyzn zauważył ich i pokazał głową, najroślejszemu z nich. Lecz ten tylko machnął ręką. Gdy tylko przyjaciele znaleźli się na półpiętrze, odetchnęli z ulgą. Po dziesięciu minutach, usłyszeli odgłos zapalanego silnika. Przez okno, zobaczyli jak czarne auto odjeżdża. Zbiegli szybko ze schodów i skierowali się w stronę złotej sali. Po chwili się tam znaleźli i zaczęli szukać znaku templariuszy.
- Mam! - krzyknął Michał wskazując na trójkąt z ośmiokątnym krzyżem wewnątrz.
Alice podeszła do ściany i wsunęła rękę w odpowiedni otwór. Tak jak poprzednim razem, pod palcami wyczuła małą wypukłość. Mocno ją przycisła i wyciągła dłoń. I tak jak poprzednim razem, po pewnym czasie, przejście się otworzyło.
- Gotowi? - zapytała swoich kompanów, z mocno bijącym sercem.
- Tak! - odpowiedzieli zgodnie.
Pomału zbliżyli się do ciemnego wnętrza. Tuż przy wejściu były postawione cztery pochodnie.
- Mam zapałki - szepnęła Alice, jednocześnie wyciągając z torebki maleńkie pudełeczko.
Każdy z nich, wziął jedną pochodnię i zapalił ją.
- Wchodzimy! - zadecydował Michał i pierwszy wszedł do środka.
Angeła ruszyła, tuż za nim. Tylko Alice podeszła do murowanych drzwi.
- Co robisz?
- Zamykam je - odpowiedziała.
- Dobry pomysł - pochwaliła ją przyjaciółka, jednocześnie biorąc od niej pochodnię z głowicą.
Alice z całej siły zaczęła ciągnąć drzwi i krok po kroku, pomału się zamykały. Wkońcu zatrzasnęły się głucho. Jej wysiłkowi, nie tylko przyglądali się przyjaciele, ale także skulona postać, stojąca za kolumną.
- Ufff - sapnęła Alice.
Wzięła od Angeli pochodnię i ruszyła przodem. Szli długim, wąskim, ciemnym korytarzem, który prowadził ciągle w dół. Niekiedy mijali delikatne skręty, jednakże można powiedzieć iż droga była cały czas prosta. Czasami było słychać, delikane odgłosy spadających kropli wody. Dzięki pochodniom cienie ich, wydawały się długie i dziwnie powyginane. Nagle Alice coś się przypomniało.
- Patrzcie uważnie pod nogi i na ściany.
- Po co? - zapytał Michał.
- Zapomnieliście już kto te wszystkie korytarze zbudował?
- No Ossoliński z templariuszami - odpowiedziała Angela.
- Właśnie. Niegdyś nie było lepszych budowlańców niż oni. Ale przecież musieli się jakoś pozabezpieczać prawda? Więc byłoby to w ich stylu, gdybyśmy natknęli się na jakąś pułapkę.
- To dlatego jeszcze nie odnalazł ich skarbów. - zażartował Michał.
Szli przez jakąś godzinę, schodząc cały czas w dół. Naglę ich wędrówkę zatrzymała dość duża przeszkoda. Był to mur oddzielający korytarz, którym szli, od korytarza następnego. Zaczęli dokładnie przyglądać się ich przeszkodzie. Nagle Alice zauważyła niewyraźny napis.
- Spójrzcie tu! - powiedziała.
- Co tu pisze? - mruknąl Michał
- Ahh gdybym tylko miała jakąś kartkę i długopis... - westchnęła Alice.
- Da się zrobić - wykrzyknęła Angela i z uśmiechem na twarzy, podała przyjaciółce notesik z długopisem.
Uradowana dziewczyna zaczęła przepisywać niewyraźne literki.
- Krzyż podpora, Krzyż obrona, Dziadki naszego Topora. Romański sen, co strzelił w zwyż, uniósł się do Pana Boga. Czuję wnet się szczęśliwy tak, klucza niebiańska podpora znaleziona u wrót świętego nieba. - przeczytał Michał.
- Nierozumiem. To jest bez sensu - powiedziała zrezygnowana Angela.
- Niestety, nie zgodzę się z tobą. - pokiwała głową Alice. - Pierwsze zdanie na pewno mówi o zamku, o rodzie Ossolińskich, który nigdy nie wygaśnie.
- No a drugie? - wtrącił Michał.
- Jeszcze do końca nie wiem - pokręciła głową Alice - ale mam pewne przypuszczenia. Lecz wszystko w swoim czasie.
- To co robimy?
- Wracamy do domu. Od jutra zaczynają się ferie, więc będziemy mieli dużo czasu. Byleby nam pogoda dopisała - zadecydowała Alice.
Droga powrotna na zewnątrz minęła im bardzo szybko. Po wydostaniu się z tunelu, zamknięciu ciężkich drzwi wrócili do swoich domów, umawiając się na następny dzień. Dopiero gdy Alice wróciła do domu, to spojrzała na zegarek, było wpół do siódmej.
- Gdzie ty się podziewałaś?! - zaraz przy wejściu naskoczył na nią ojciec.
- No przecież mówiłam , że w zamku byłam - wyjąkała zaskoczona dziewczyna
- A telefonu nie posiadasz by odebrać jak do ciebie dzwonię?
- Nie ma tam zasięgu. - po pewnej pauzie dodała - Noo... przepraszam.
I pobiegła szybko do pokoju, by ojciec nie zdążył powiedzieć, że jutro nigdzie nie może wychodzić.
Wow! Ekstra :D Tyle się na niego naczekałem, ale opłacało się! Z niecierpliwością czekam na następny rozdział :*
OdpowiedzUsuńSuper. Bardzo mnie to twoje opowiadanie wciągnęło. Wyczekuję na następnh rozdział. Ps dzięki że już nie piszesz tak krótkich rozdziałow ;) Pozdrawiam :D
OdpowiedzUsuń